poniedziałek, 2 kwietnia 2012

003# Julie London - Julie Is Her Name

Album Julie Is Her Name (Julie to jej imię) jest stylistycznie bardzo zbliżony do Black Coffee pani Peggy Lee. Lekkie, jazzowe tło i kojący głos pięknej pani. Trzeba wziąć poprawkę, że ta płyta to nie sama warstwa muzyczna - nie tylko to, co znajduje się na krążku. Istotna jest jeszcze otoczka. To, że Julie London była swego czasu jedna z najbardziej seksownych babek nie jest bez znaczenia. Zadziorny, znudzony wyraz twarzy porywał tysiące. Nieskalany wizerunek z bardzo ładnym głosem tworzą mieszankę, której nie sposób się oprzeć. To znaczy nie sposób się było oprzeć, bo dzisiaj ani wizerunek panny Julie nie jest jakoś szczególnie niezwykły, ani głos nie kładzie na łopatki. Odrzucając ocenę wizerunku, a skupiając się tylko na muzyce należałoby ogólnie pochwalić twórców, ale nie będą to pochwały zbyt długie. Dobra muzyka na środek nocy. Dobry, refleksyjny klimat, głęboki głos i i w porządku sekcja instrumentalna, ale to wszystko mimo że trzyma się kupy nie porywa. Peggy Lee lepiej przetrwała próbę czasu i jest nadal wręcz aktualna. Julie to raczej relikt przeszłości, niezły i nic więcej.
Znam jeszcze inną płytę tej pani - Your Number Please... z 1959. Słuchałem jej dawno temu i niewiele pamiętam. Na pewno bardzo podobna do tej tutaj prezentowanej, ale znając życie twórczość Julie London jest bardzo jednostajna.


Rok wydania - 1955
Czas trwania - 31:04
Utwory:

1. "Cry Me a River" 2:36
2. "I Should Care" 2:35
3. "I'm in the Mood for Love" 2:28
4. "I'm Glad There Is You" 2:34
5. "Can't Help Lovin' That Man" 3:08
6. "I Love You" 1:58
7. "Say It Isn't So" 2:00
8. "It Never Entered My Mind" 2:25
9. "Easy Street" 3:12
10. "'S Wonderful" 1:33
11. "No Moon at All" 1:53
12. "Laura" 1:37
13. "Gone with the Wind" 2:05

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz