Zanim przyjrzę się bliżej płycie czterech pierwszoklasistów ("świeżaków") warto powiedzieć czym jest barbershop. Jest to gatunek muzyki a cappella - zazwyczaj czterech panów sobie śpiewa. Każdy ma inną rolę - jeden nadaje melodie, inny zajmuje się partiami wysokimi czy niskimi. To tak w telegraficznym skrócie.Pamiętam, że gdy byłem dzieckiem oglądałem czasem kreskówkę Flinstonowie. W jednym z odcinków Fred chciał założyć barbershopową kapelę. Sąsiad Barnie doskonale śpiewał, jednak tylko kąpiąc się. Wzięto więc wannę i na konkursie Barnie śpiewał podczas kąpieli przed widownią. Inną kreskówką, która przychodzi mi na myśl, w której nawiązywano do tego gatunku są Simpsonowie. W jednym odcinku Homer opowiada rodzinie, gdy za młodu był gwiazdą muzyki barbershopowej. Kapela odnosiła wielkie sukcesy, ale ostatecznie się posypała. Po opowieści Homer dzwoni do dawnych kolegów z zespołu i zbierają się na dachu pubu Moego by pośpiewać. Odcinek przesycony nawiązaniami do The Beatles (np. okładka płyty z kreskówki niczym With The Beatles, czy jeden z członków, który odchodzi, gdyż związał się z japońską piosenkarką muzyki eksperymentalnej). Oglądając te kreskówki nie miałem pojęcia czym jest barbershop, po prostu percypowałem bezrefleksyjnie. Zjawisko było mi jednak znane ze słyszenia, bo od czasu do czasu coś niecoś z tego gatunku przenika nadal do obecnego świata. A to nawiązanie właśnie w jakimś filmie, a to w radiu jakiś kawałek z sentymentu zaprezentowany. Wtedy wydawało mi się to raczej zupełną ciekawostką. Nie myślałem nigdy w kategoriach - "a może bym sobie tego posłuchał?" Teraz sam, z własnej woli szukałem The Four Freshmen - jednych z bardziej znanych przedstawicieli gatunku - czasy się zmieniają, jak śpiewał Bob Dylan.

Co do samej płyty - ckliwe, sentymentalne smęty, ale nie zupełnie beznadziejne. Fajnie sobie chłopaki podśpiewują, ale posłuchać można to raz czy dwa i więcej nie ma się ochoty sięgać. Warto zwrócić uwagę, że - jak tytuł płyty wskazuje - nie mamy do czynienia z a cappella, ale też instrumentami. Jednak tło instrumentalne jest tłem totalnym i liczy się tak naprawdę tylko chór męski. Trzeba wziąć poprawkę, że 60 lat temu inna była potrzeba społeczna, inne wymagania względem muzyki popularnej. Teraz ludzie pragną dynamiki, wtedy ckliwości. O miłości posłuchać, jak piękni panowie z uśmiechem wyśpiewują, że kochają panią. Muzyka smutna, jak np. opisywana Peggy Lee (ale też z pazurem) się nie zestarzała, a taka ckliwa bardzo.
Rok wydania - 1956Czas trwania - 33:45
Utwory:
1. “Angel Eyes” (Matt Dennis, Earl Brent) – 3:32
2. “Love Is Just around the Corner” (Lewis Gensler, Leo Robin) – 2:00
3. “Mam'selle” (Edmund Goulding, Mack Gordon) – 3:03
4. “Speak Low” (Kurt Weill, Ogden Nash) – 3:06
5. “The Last Time I Saw Paris” (Jerome Kern, Oscar Hammerstein II) – 2:40
6. “Somebody Loves Me (George Gershwin, Ballard MacDonald, Buddy DeSylva) – 2:06
7. “You Stepped Out of a Dream” (Nacio Herb Brown, Gus Kahn) – 2:17
8. “I Remember You” (Victor Schertzinger, Johnny Mercer) – 3:10
9. “Love” (Ralph Blane, Hugh Martin) – 2:45
10. “Love Is Here To Stay” (George Gershwin, Ira Gershwin) – 3:12
11. “You Made Me Love You” (James V. Monaco, Joseph McCarthy) – 2:14
12. “Guilty” (Richard A. Whiting, Harry Akst, Gus Kahn) – 3:33
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz